niedziela, 15 października 2017

Zakładka do książki

października 15, 2017 10 Komentarzy
Grałam w tą grę w dzieciństwie i pamiętam, że ją uwielbiałam... Zupełnie o niej zapomniałam! Na szczęście większość rzeczy lubi do nas wracać... Tak się stało tym razem i postanowiłam krzyknąć:

Bingo!

Wyzwanie Szuflady
Koronka - liść - fiolet! To mój rządek...

Kordonek: Ariadna
Szydełko: Orient rozmiar 4
Na podstawie filmiku z kanału Sheruknittingcom

I co dalej?

No dobra! Rządek wybrany, a w głowie pustka... Ten liść i fiolet w ogóle nie szły mi w parze... Kiedy wpadłam na pomysł wykonania podkładki z liści pod wazon, ba! Zaczęłam ją nawet szydełkować - liście miały być trójwymiarowe, połączone ogonkami, to stwierdziłam, że taki fiolet mi kompletnie nie pasuje do wnętrza i używać jej nie będę! I co? Sprułam, ha! To się narobiłam... 

Myśl, kobieto, myśl!

Jest! Wiem! Czyżby podkładki? Nieee, no przecież ten fiolet... Mam! Zrobię zakładkę do książki! Tak, to jest myśl! Będę używać jej do książek dla Dzieci! W końcu, przed przeczytaniem kolejnej historii, nie będę musiała wertować książki przez 5 minut :D Zawsze mogłam zapamiętać numer strony, ale zupełnie o tym zapomniałam...

Zakładka długa na 32 cm i szeroka na 5,5 cm idealnie pasuje do większości naszych książeczek.

Udało się?

Udało! Tak właśnie pomiędzy jedną maskotką, a drugą powstała fioletowa zakładka z liściastym motywem specjalnie na potrzeby Wyzwania. 

Tutaj ładnie widać liściasty motyw (tak myślę ;))

A Was zachęcam do obejrzenia niebieskiej zakładki, która razem z fajną książką pojechała (albo poleciała) prosto do Irlandii...


niedziela, 8 października 2017

Flaga Polski

października 08, 2017 23 Komentarzy
Wzięłam udział w bardzo ciekawym projekcie...

Pewna Pani

wpadła na genialny pomysł! Poprosiła mieszkańców wielu krajów, o wyszydełkowanie flagi kraju, w którym mieszkają. Podała określone wymiary, poprosiła również o krótki list z opisem kraju. Chciała stworzyć taki "światowy" koc dla swoich dzieci...

Do boju Polsko!!!

"Polska!" (klap, klap, klap)
"Polska gola!"
"Jeszcze jeden, jeszcze jeden!"
Na pewno wielu z Was dzisiaj będzie śpiewało, krzyczało i mam nadzieję, że cieszyło się z wyniku tego jakże ważnego dla nas meczu...

Włóczka: biała - Alize Burcum Klasik, czerwona: Dora Madame Tricote
Szydełko: Clover Amour 3.5

Wymiary: 6'x6' czyli kwadrat o boku 15,24 cm

Ale nie ja...

Nie jestem zapalonym kibicem, ale wiem, o co dzisiaj gramy: o miejsce w Mistrzostwach Świata w przyszłym roku... Lubię mecze, będąc na trybunach - klimat jest niesamowity! Ale nie pytajcie mnie o statystyki - nie mam zielonego pojęcia o Ligach, Grupach itp. Jednakże mecz jest włączony, zawsze... Mam w domu Kibica, który na bieżąco śledzie wszelkie sportowe i ogromne wydarzenia. "GOL!!! Patrz Iwona" - często słyszę podczas wykonywania innych zajęć. Wtedy oglądam powtórkę gola, jeżeli zdążę ;) Co nie znaczy, że nie życzę Polakom awansu - oby się udało, bo od jakiegoś czasu mamy naprawdę świetne, sportowe sukcesy :)

Jak zakończył się projekt?

Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że nie wiem... Wiem jedno! Flaga z listem doszła... Ale poza tym nie mam żadnych innych wiadomości, a szkoda, bo projekt naprawdę miał potencjał i mam nadzieję, że uda się go dokończyć...

A tym czasem

ja wracam do kolejnej pracy szydełkowej, którą już niedługo Wam pokażę :) Zapraszam Was również do odwiedzenia moich profili na Facebook'u i Instagramie. A jeżeli jeszcze ich nie polubiliście i nie obserwujecie, to zachęcam - dla Was to jeden klik, a dla mnie dużo, dużo więcej - przede wszystkim takim klikiem pomagacie mi dotrzeć do coraz większej ilości osób, które jeszcze nigdy o mnie nie słyszały :)

niedziela, 1 października 2017

Jesienne owoce w misce

października 01, 2017 59 Komentarzy
"Wyszydełkuje Pani coś dla naszych dzieci? Jak poznam program, to powiem Pani dokładniej, co będzie nam potrzebne..." - powiedziała do mnie wychowawczyni mojego Malucha, zaraz po tym, kiedy dowiedziała się, że szydełkuję... "Oczywiście, nie ma problemu!" - odpowiedziałam.

Co potrzebują dzieci?

"Pani Iwono, będziemy potrzebować szydełkowych owoców. Ma Pani czas w zasadzie przez całą zimę, bo długo będziemy krążyć wokół tego tematu." Szydełkowe owoce? Hmmm, co by tu dzieciom wymyślić? Jabłko, gruszka, banan, cytryna, winogrona - przeszły mi przez myśl... Zaproponowałam je...

Włóczka - totalny mix moich zbiorów bez etykiety, ale głównie akrylowa
Szydełko: Początkowo Clover Amour rozm. 3,5, ale kiedy dziecko mi je gdzieś schowało, to inne
no name w tym rozmiarze.
Wzory: jabłko i gruszka, winogronaliść winogronśliwkamalina.

I co usłyszałam?

"W październiku będziemy organizować rodzinny konkurs i chciałabym, aby te owoce wzięły w nim udział. A ponieważ jest to rodzinny konkurs, to dobrze by było, aby Dziecko wykonało np. kosz do tych owoców - wtedy będzie wspólna praca." No dobra, ale koszyk? Co tu wymyślić, aby Maluch podołał temu zadaniu?

Tak wygląda nasza misa... Ślady pszczoły nie są zamierzone -
wzór z balonu po prostu odbił się w jej wnętrzu ;)

Od czego zaczęłam?

Od kupna brązowego brystolu - od czegoś trzeba zacząć! Pierwszą moją myślą było, że narysuję Bąblowi kreski, po których wytnie kształt koszyka, potem go odpowiednio pozagina i sklei - jaki wyjdzie taki będzie! Ale nie! Koncepcja szybko się zmieniła, bo przypomniałam sobie, jak można w łatwy sposób wykonać misę...

A tak misa wygląda z zewnątrz - myślę, że jest bardzo jesienna!

Jakie owoce wykonać?

Po przeszukaniu obrazów u wujka Google zebrałam zbiór najczęściej pojawiających się jesiennych owoców: jabłko, gruszka, śliwka, malina i winogrona... Te też wykonałam. Teraz, kiedy przeziębienie totalnie mnie rozkłada, pomyślałam, że cytryna też byłaby niezłą opcją, tylko, że ona już jest raczej owocem całorocznym i na pewno na wiosnę znów będę jej potrzebować ;)

Owoce uśmiechają się do Dzieci i tym samym pokazują im, że nie taki diabeł straszny...

Co z tym koszykiem?

Maluch wycinał (albo wyrywał) małe kawałki brystolu, które później maczał w mieszance wikolu z wodą i przyklejał na balon. Kiedy misa schła poszliśmy na spacer, żeby zebrać dary jesieni, któe daje nam sama natura (tu doceniłam bardzo nowe miejsce, bo nie musieliśmy lecieć do lasu, żeby je znaleźć). Nimi też ozdobiliśmy misę - ja operowałam klejem na gorąco, a Młody ozdabiał  misę według własnego uznania i tak długo, jak starczyło mu cierpliwości. Do środka włożyliśmy owoce i taką naszą, jesienną, pierwszą, i wspólną pracę zaniesiemy we wtorek do przedszkola i z niecierpliwością będziemy czekać na wyniki konkursu, który rozpocznie się 20 października (ostateczny termin składania prac)... Trzymajcie kciuki, nie za mnie, tylko za Malucha, bo to on często nie chce iść tam iść, często marudzi i mam nadzieję, że takie prace pomogą mu przekonać się o tym, że przedszkole jednak jest fajne :)

Tak wygląda nasza gotowa praca!

Jesień

którą mamy (tfu tfu) jest piękna i złota - przynajmniej u nas. Mam nadzieję, że w takiej aurze pozostanie z nami jak najdłużej! I ja pragnę, abyście zostali ze mną w tym klimacie, dlatego zapraszam Was do poczytania o szydełkowych skarpetach, które utrzymałam w typowo jesiennych kolorach, poncho, które często noszę własnie dzięki tej pogodzie oraz jesiennym komplecie, któremu wykonałam prawie rok temu, a pamiętam, jakby to było wczoraj :)


niedziela, 24 września 2017

Kolczyki

września 24, 2017 62 Komentarzy
Mnóstwo myśli krążących po głowie... Wiele minut, godzin, a nawet dni spędzonych na nauce tak zwanego "klik"... Ogromne chęci poznania kolejnej rękodzielniczej techniki... I ścisłe postanowienie daty. Daty, którą wyznaczyłam sobie jako datę ukończenia pracy... Nie był to byle jaki dzień, bo akurat TE kolczyki założyłam na festiwal SeeBloggers, w którym brałam udział... Dzisiejszy wpis poświęcam nowemu bohaterowi, który pojawił się na łamach mojego bloga...

Czółenko (ciężko się przestawić z szydełka): Prym
Kordonek: Z zapasów, bez etykiety, więc nie wiem ;)
Bigle: Srebrne angielskie
Wzór: po wielu próbach wzorowałam się na tym filmiku, ale po zobaczeniu kilku innych już od razu wprowadziłam małą zmianę ;)

Jak to się zaczęło?

Pierwszą zachętą był wpis o serwetce, która powstawała przez wiele tygodni, ale urzekła mnie swoją delikatnością, lekkością i pięknem. Drugiego kopa dostałam w przychodni lekarskiej... Zachęcona przez moją lekarkę, porozmawiałam z współpracującą z nią pielęgniarką, Panią Anią - specjalistką w tej dziedzinie. Umówiłyśmy się na naukę, jednak spotkanie nie doszło do skutku. Druga próba spotkania również...

Co zrobiłam?

Postanowiłam nauczyć się wszystkiego sama... Z pomocą przyszła mi Mama, która wspiera mnie we wszystkich moich rękodzielniczych fanaberiach... To od niej dostałam swoje pierwsze w życiu czółenko...

Moje pierwsze czółenko - nie jest złe, ale pewnie są też lepsze, dlatego jeżeli macie swoich faworytów, to podajcie w komentarzu - chętnie popatrzę ;) No i już teraz wiem, że z jednym nie zrobię zbyt dużo, dlatego muszę dorobić się kolejnego ;)

Kiedy wyszło mi pierwsze "klik"?

Nauka nie była prosta... Trudno było przestawić się na zupełnie nowe narzędzie pracy... Książka, filmiki i próby. Mnóstwo prób... Długo nie mogłam pojąć, o co chodzi z tym kliknięciem? Jest! W końcu się udało! przeplatanie w jedną stronę, w drugą i jest! Mój pierwszy supełek! Nauka trwała około trzech dni... Napięcie nici, przeplatanie, ułożenie w rękach, wszystko takie inne niż dotychczas...

Kolczyki w całej okazałości ;)

Poddałam się?

Nigdy! Pojawiały się chwile zwątpienia, nerwów, rzucania pracy w kąt... Miałam ochotę rzucić wszystko i się poddać... Nie raz! Nie dwa! Ale wielokrotnie... "Hej! Ogarnij się!" - krzyczał głos w mojej głowie... "Nie możesz się teraz poddać! Jesteś tak blisko!" I udało się! Pierwszy kolczyk skończyłam na placu zabaw... Drugi poszedł już szybciej... Na koniec kilka przeczytanych forów, mnóstwo rad związanych z zakańczaniem robótki i oto są! Moje pierwsze, frywolitkowe kolczyki!

To właśnie ten kolczyk jest moim pierwszym frywolitkowym tworem :D

Jak Wam się podobają?

Może nie są idealne. Być może za jakiś czas będę je wspominać z uśmiechem, tak jak moje pierwsze szydełkowe skarpety, ale na chwilę obecną mogę powiedzieć, że noszę je z ogromną radością i dumą :) Teraz tylko czekać, aż się rozkręcę! Dajcie mi trochę czasu, a ja dam takiego czadu, że z dumą będę mogła prezentować moje kolejne, frywolitkowe prace :)

niedziela, 17 września 2017

Szydełkowe skarpety

września 17, 2017 48 Komentarzy

Wspomnień czar

Wróćmy na chwilę do początków mojej przygody z szydełkiem... Może nie całkiem do samego startu, tylko trochę później... Kiedy już nauczyłam się kilku splotów, nie Mąż poprosił mnie o wyszydełkowanie skarpet! Miały za zadanie ogrzewać jego stopy podczas zimowych mrozów, które nieuchronnie się do nas zbliżają. 
"No dobra! Podejmę wyzwanie!" - zgodziłam się...


Może nie są idealne, ale robione z sercem i mimo, że nie noszone, to przywołują cudowne wspomnienia, a to chyba najważniejsze, prawda? 

Zaczęłam szydełkować

i okazało się, że nie jest to takie proste, jak mi się wydawało... Wykonanie skarpetek na rozmiar 44 okazało się nie lada wyzwaniem dla osoby dopiero raczkującej w tym temacie... Proces tworzenia dłużył mi się okrutnie! Dziergałam i dziergałam, co chwila mierząc, i sprawdzając, czy mogę już zakończyć zieloną część? Nadszedł upragniony koniec! Możemy zacząć kolejne części! Serio? Byłą tak samo nudna, jak poprzednia! Ufff! skończyłam! Wykonanie pięt szło już sprawniej ;) 


Jakby to powiedzieć... Nawet ściągacza nie potrafiłam wtedy zrobić ;) Chyba powinnam zrobić drugą parę i wtedy wrzucić zdjęcia dla porównania :)

Nie pamiętam,

ani sklepu, gdzie kupowałam włóczkę, ani z jakiej jest zrobiona... Być może jest to jakiś Drops, ale jaki? Wełniany! Tak! to doskonałe słowo :D Kupiłam ją w pierwszym sklepie internetowym w którym zaczynałam swoje zakupy... Dlaczego akurat ten? Bo był możliwy odbiór osobisty i dzielnie wysyłałam moją Mamę, po odbiór zamówień... Który to był sklep? Teraz już nie mam pojęcia ;)


To zdjęcie doskonale pokazuje, że skarpetki nie wyszły równo - to tylko dowód na to, że lewa stopa różni się nieznacznie od prawej (albo na odwrót?)...

Zabijcie mnie

ale kompletnie nie wiem, skąd miałam na nie wzór! Mogę tylko śmiało powiedzieć, że wtedy:
1) nie miałam nawet w myślach faktu, że kiedyś będę pokazywać Wam moje prace;
2) wówczas chciałam jak najszybciej o nich zapomnieć;
3) no cóż, tak naprawdę, to powinnam je schować gdzieś głęboko, ale:

Dlaczego zdecydowałam się Wam je pokazać?

Bo uwielbiam się śmiać! Dlaczego więc i Wam nie miałabym dostarczyć niedzielnej porcji śmiechu? Idzie piękna, polska, złota jesień - taką mam nadzieję, a kolory skarpet idealnie wpasowują się w tę porę roku... Ale teraz, w chwili obecnej, moja poprzeczka sięga znacznie wyżej, więc te hmmm ocieplacze mnie śmieszą :D Nie Męża chyba też! Zdradzę Wam nasz sekret: ANI RAZU ich nie założył!!! - pewnie boi się, że mógłby je podrzeć! :P A nie! Chyba jednak nie pasują! W każdym razie, już mnie nie poprosił o wykonanie następnych ;) No tu się z nim zgodzę, wyszły trochę niewymiarowo, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Szybko czas zleci i zaraz będziemy stroić domy, na przyjście Mikołaja, a wtedy nadadzą się idealnie, bo jakiś upominek na pewno się w nie zmieści :D Drugą przygarnę dla siebie, to może i mi coś schowa?


Za to na ścianie prezentują się całkiem nieźle - myślę, że mają szansę być zauważone 6 grudnia :D

Może skarpety nie są idealne,

ale czasem lubię spojrzeć wstecz, na swoje wcześniejsze prace... Widzę wtedy postęp, jaki wykonałam, przez miniony czas... A jeżeli i Wy chcecie zobaczyć, jaki progress popełniłam, to zachęcam, do obejrzenia szydełkowego ponchachusty Virus, czy jesiennego kompletu Myszki Minnie. Warto też udostępnić ten post ku przestrodze dla innych! Polecam tytuł: "Jak zrobić Ukochanemu skarpety, aby grzecznie się uśmiechnął, cudnie podziękował i prezent schował przed całym światem?" :D 

poniedziałek, 11 września 2017

Szydełkowa Elsa

września 11, 2017 73 Komentarzy

Mam tę moc, mam tę moc...

Do niedawna nie wiedziałam ile jest we mnie siły... Przeprowadzka minęła sprawnie. Powoli aklimatyzuję się w nowym miejscu. Łatwo nie jest! Do poznania mam nie tylko nowych ludzi, ale także całe miasto... Jednak nie tylko w tej dziedzinie mam mnóstwo sił. Także szydełkowanie dzień w dzień pokazuje, ile mocy we mnie drzemie, ile jeszcze nauki przede mną i ile mam na nią chęci i zapału. Ostatnia szydełkowa lalka, jaką wykonałam udowodniła mi, że mam także dużo cierpliwości, determinacji, wyobraźni i samozaparcia...

Włóczka: Alize Bella i Vlna Hep Perla
Szydełko: Clover Soft Touch rozm. 2.0
30 cm Elsa z Krainy Lodu powstała na podstawie filmików Handmade by Mrs. Owl

Elsa z krainy lodu...

Lalka, którą wykonałam z ogromną przyjemnością! A to dlatego, że nie mam zbyt wielu okazji do "dziewczęcego" dziergania... Tym bardziej każda taka robótka daje mi mnóstwo radości! Kiedy koleżanka poprosiła mnie, o wykonanie Elsy z Krainy Lodu, od razu wiedziałam, jak będzie wyglądała... Wyobraziłam ją sobie! 
"Pamiętaj, że to, co w marzeniach różni się od rzeczywistości." - powiedziała mi znajoma, która także szydełkuje... 

Tak bardzo Elsa spieszy się do nowej Właścicielki...

Nie tym razem!

Ta lalka wyszła idealna, dokładnie taka, jak w mojej głowie... Kiedy spojrzałam na gotową Elsę, pomyślałam sobie, że "Nic bym w niej nie zmieniła!". Podoba mi się do tego stopnia, że z bólem serca się z nią rozstawałam ;) Mam nadzieję jednak, że przyniesie wiele radości i uśmiechu przyszłej Właścicielce ;)

Nogi z kolankami tak mi się podobają, że musiałam je uwiecznić. Dodam, że majtki są niebieskie, w kolorze sukienki ;)
A na dole pelerynki widać ścieg gwiazdkowy, którym zastąpiłam wyszywane płatki śniegu.

Sama Elsa

powstała, kiedy byłam na wakacjach - chyba właśnie tam powstają moje najfajniejsze prace. Może dlatego, że mam tam spokój i mogę w pełni cieszyć się możliwością dziergania? Bazowałam na filmikach, jednak kilka elementów powstało w mojej głowie, zupełnie bez wskazówek i schematów. Chciałam jeszcze wyszyć płatki śniegu na sukni i pelerynie, ale od wewnętrznej strony nie wyglądało by to za ładnie (jeżeli macie jakieś sposoby na ładny, obustronny haft, to podzielcie się nimi - będę się pilnie uczyć!), więc na samym końcu peleryny skorzystałam ze Star Stich. Sama lalka w środku zawiera jedynie samo wypełnienie, gdyż nie ufam "drutom", szczególnie przy maskotkach dla dzieci. Z tego powodu warkocz przyszyłam do górnej części pelerynki, żeby głowa nie opadała do tyłu - ze względu na jej ciężar.  To był pierwszy raz, kiedy robiłam lalkę z takimi włosami! Myślę, że wyszły całkiem nieźle...

Na koniec piękny, długi, gruby i platynowy warkocz.

Obiecuję,

że teraz już, w nowym domu, w nowym mieście i z nowym powerem do pracy wracam do Was! Nieodwołalnie i bez przerw. Wracam do regularnego pisania, także kolejne wpisy będą pojawiać się w niedzielne dni... Teraz mam pełne pole do popisu i w końcu mogę dziergać rzeczy dla siebie, do domu, żeby jeszcze bardziej stworzyć w nim "swój" klimat...

Zapraszam także

do obejrzenia innych lalkowo-kwiatowych wpisów, które też wyszły bardzo dziewczęco: Goździk CatiGerbera Gemma czy Mak Paola.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Taka sytuacja

sierpnia 27, 2017 32 Komentarzy

Puk puk!

Jesteście tam? Ja już jestem z kolejna porcją pomysłów! Wakacje... Były i się skończyły, czas, ziuuuum, popędził jak torpeda. Korzystałam na maxa z leśnego powietrza, najadłam się ogniskowych dań na kolejny rok no i ładowałam się na najbliższy czas...

Któregoś dnia

przeglądając zdjęcia na różnych portalach, natknęłam się na to:


"Czy to możliwe, że korzystam z tej samej nazwy, co ktoś inny?" - pomyślałam podczas uginania się pode mną nóg... "Zaraz, zaraz, ogarnij się!" - skarciłam się w duchu - "Ach te wakacyjne emocje...". Zaczęłam zagłębiać się w temat...

To co zobaczyłam, wprawiło mnie w osłupienie...

Zupełnie zapomniałam, że brałam w udział w Rozdawajce organizowanej przez Szydełkowa pasja Kaśki... To, co było napisane na kartce, to nic innego, jak nazwa mojego bloga! Wygrałam! Przepiękny komplet podkładek pod kubki, wykonane właśnie przez Kasię! Długo nie mogłam w to uwierzyć! Marzyłam o nich! Biorąc udział w rozdawajce, oczyma wyobraźni widziałam je na moim stole w nowym mieszkanku, w którym już na dniach będę urzędować... 

Prezentują się dokładnie tak, jak w moich myślach:

Jak widzicie

przede mną kolejna porcja emocji i ciężkiej pracy związanej z przeprowadzką... Mam nadzieję, że w tym trudnym dla mnie okresie znajdę choć chwilę na to, aby chwycić za szydełko (chociaż wszystkie włóczki mam już spakowane) i dłubnąć co nieco ;) Na pewno będę się starała już być tu z Wami, tym bardziej, że kończę pewną lalę, którą niebawem zobaczycie...

A teraz

zapraszam Was do obejrzenia wygranej Śnieżynki od Sarenki, Jesiennego kompletu, który wykonałam własnoręcznie i który także przyniósł mi imponującą wygraną oraz Passiflorze, dzięki któremu zdobyłam wyróżnienie.

Follow Us @szydelkowecudasie_iwonitki

@szydelkowecudasie_diy

Kursor stworzono na profilki.pl